10 najlepszych płyt metalowych wszechczasów.

Ranking płyt metalowych ostatnich 10 lat (a dokładnie 1996-2006) już był. Teraz przyszedł czas na ranking wszechczasów. Postanowiłem podejść do tego z pewną rezerwą do samego siebie - żeby było to ogólny ranking, a nie tylko i wyłącznie moje typy. Tak więc… Zaczynamy.

10. Moonspell - Wolfheart. Opus magnum Portugalczyków. Ja nie wiem, ten zespół powinien być dzięki tej płycie traktowany w rodzinnym kraju jako dobro narodowe. Jak ich określić? Wolf metal? Brzmi nieźle. Ale Wolfheart brzmi jeszcze lepiej. Geniusz od samego początku do samego końca. Chłopaki postanowili pobawić się w alchemików i zmieszali trochę black metalu, trochę doom metalu, trochę gothic metalu w proporcjach idealnych. Kamienia filozoficznego z tego nie było, wyszła za to doskonała płyta metalowa.

9. Judas Priest - Painkiller. Niepodważalnie - klasyk. Niepodważalnie - dobra płyta. Niepodważalnie najlepsza płyta Judasów. Czy trzeba mówić coś więcej?

8. Iron Maiden - Number Of The Beast. Miał być pierwszy krążek brytyjczyków, ale podarowałem sobie swoje własne preferencje. Płyta nieśmiertelna. Nie będę rzucał tytułami ani nazwiskami bo to nie ma sensu. Hail to the NWOBHM masters!

7. Emperor - Anthems To The Welkin At Dusk. Inna klasa metalu, podążająca w ekstrema mrocznego, potężnego brzmienia prosto z zimnego piekła. Porażający wokal, świetne partie instrumentalne, doskonałe partie klawiszy. Wszystko to podane na srebrnym talerzu z lampką wina pędzonego w otchłaniach Hadesu.

6. My Dying Bride - A Line Of Deathless Kings. Jakimś cudem brytyjczykom udało się w latach 2005+ nagrać płytę która stanie w szrankach obok klasyków. Pełna recenzja do poczytania u mnie.

5. Metallica - Master of Puppets. Ja umieszczam w tym rankingu Metallikę? Tak, dobrze widzicie. Trzeci longplay tej czwórki, jeszcze wtedy w najlepszym składzie (potem było już tylko gorzej) jest również najlepszą ich płytą. Moc, szybkość, miazga. Trash metal odlewany ze złota. Tą płytę zna każdy metalowiec. Nie. Każdy człowiek słuchający dobrej muzyki. I nie dałoby się chyba o niej nie wspomnieć.

4. Arcturus - The Sham Mirrors. Oszukańcze lustra wdzierają się wysoko w rankingach. I nie ma co się dziwić - jest to niekwestionowane mistrzostwo zabawy dźwiękiem, techniki, aranżacji, kompozycji i klimatu.

3. Slayer - Reign In Blood. Kiedy przesłuchałem tą płytę po raz pierwszy (jeszcze na taśmie na starym kaseciaku) - to gdy dobiegła do końca przez 15 sekund siedziałem w bezruchu a na koniec udało wydobyć mi się z siebie dwa niezbyt wyraźne słowa: “Ja pierdolę”. Ta płyta jest wściekła, ta płyta jest szalona, ta płyta jest nieokrzesana. Ta płyta zdefiniowała trash metal.

2. Opeth - Still Life. Za opis tej płyty powinny Wam wystarczyć trzy słowa i myślnik. Po prostu Opeth - Still Life. Kto nie zna tej płyty a uważa się za fana metalu powinien schować się pod dywan i nie pokazywać dopóki nie będzie jej znał na pamięć. Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyją prezesi progresywnego metalu.

1. Black Sabbath - Black Sabbath. Ta płyta jest esencją metalu. Jest tym co w metalu najlepsze. Ta płyta była pierwszą płyta metalową. Zdefiniowała ona tą muzykę, oddzieliła czarne od białego i pozostała przy czarnym. Ta płyta pokazuje jaki metal być powinien - czysty a jednocześnie brudny, powodowany uczuciami i myślą a nie portfelem. Jest to nie tylko najlepsza płyta metalowa. Jest to także jedna z najlepszych płyt w ogóle. Jedne zespoły umrą śmiercią naturalną, inne odejdą w zapomnienie. Ale ta płyta będzie się kręcić w gramofonach i odtwarzaczach CD do końca świata i o jeden dzień dłużej. Amen.

To by było na tyle. Niedługo ranking 10 najepszych płyt black metalowych.

The Birthday Massacre - Walking With Strangers

Walking With StrangersJak zauważyliście nie dodaję okładek płyt przy recenzjach. Tym razem będzie inaczej - bo okładka tej płyty jest po prostu świetna.

Płyta z resztą też do najgorszych nie należy. Powiem więcej - jest to płyta dobra. Ale może tak od początku?

Kto zna The Birthday Massacre ten wie jaki styl reprezentuje ta kapela. Nie lubię szufladkowania - ale dla tych którzy Birthdayów nie kojarzą - jest to - najkrócej mówiąc - rock gotycki z elementami elektroniki. No ale takich zespołów jest przecież sporo, prawda? Ten jednak się wyróznia. Grają bardzo czadowo, a za razem mrocznie i gotycko. Wokalistka ma też świetny głos - tak jak nie przepadam za damskim wokalem, tak w jej głosie można się zakochać. Czasami kojarzy mi się z głosem (sam nie wiem dlaczego) Magdy z zespołu NUN, czasami z Elizą z Gorthaur… W każdym razie śpiewa bardzo popowo - co genialnie komponuje się z electro-gotycko-gitarowym czadem.

Walking With Strangers jest utrzymane w dobrze znanym fanom charakterystycznym stylu reprezentowanym przez ten zespół. Nie odeszli od swojego grania - i chwała im za to. Bo taki The Birthday Massacre lubię. Jednocześnie można ze spokojem powiedzieć że zespół nie zatrzymał się w miejscu. Można powiedzieć że kontynuują obraną przez siebie muzyczną drogę. Birthdayów się kocha właśnie za to.

O płycie wiele napisać się nie da - trzeba jej po prostu posłuchać. Czad, piękny wokal i gotycki klimat w jednym. Nic odkrywczego - ktoś może powiedzieć. Tak, własnie. Ale płyta porywa, unosi w górę i zabiera słuchacza w piękną muzyczną podróż. Czasami uderzy bardzo ostro (początek oraz końcówka Red Stars), czasami będzie bardziej taneczna (Science, Remember Me), czasami przyspieszy (tytułowy Walking With Strangers), czasami miło zmieni kierunek (Weekend), a na koniec ukoi (Movie).

Dla fanów - pozycja obowiązkowa. Jest to jedna z ciekawszych pozycji wydanych w 2007 roku, która przypadnie do gustu nie tylko ludziom w “klimacie”, ale także i zwykłemu słuchaczowi. A już na pewno jest to najlepsza płyta w klimacie rocka gotyckiego (no chyba że Fields Of The Nephilim coś wyda ;)) tego roku.

Tracklista:

1. Kill The Lights
2. Goodnight
3. Falling Down
4. Unfamiliar
5. Red Stars
6. Looking Glass
7. Science
8. Remember Me
9. To Die For
10. Walking With Strangers
11. Weekend
12. Movie

Ostateczna ocena: 8/10

Satellite Party - Ultra Payloaded

Czym jest Satellite Party? Cytując fragment Last.fm’owej Wikipedii:

Satellite Party zespół grający rock alternatywny założony przez Perry’ego Farrella, byłego frontmana Jane’s Addiction i Porno for Pyros. Skład dopełnia gitarzysta Nuno Bettencourt, perkusista Kevin Figueiredo, basista Carl Restivo oraz Etty Lau Farrell jako wokal wspierający.

Z resztą Perry Farell znany jest także ze współpracy z trance’owym Hybrid - co słychać w pierwszym utworze z Ultra Payloaded - linia wokalna pochodzi z utworu który nagrał razem z tym zespołem - i nosi taki sam tytuł.

Satellite Party gra rocka wpisującego się w kanon prog/alternative. Słychać trochę Jane’s Addiction, rzekłbym nawet że płyta momentami delikatnie pachnie The Beatles. Niby nic nadzwyczajnego. Ale…

Po pierwszym przesłuchaniu płyta nie robi na człowieku jakiegoś piorunującego wrażenia. Pozostawia pewien niedosyt który każe wcisnąć ponownie przycisk play na odtwarzaczu. Z kolejnymi przesłuchaniami jest już tylko lepiej. Muzyka ta jest niesamowicie energetyczna, kołysze, lekko funkuje. Czasami jest lekko (The Solutionist, Mr Sunshine), czasami bardzo delikatnie i spokojnie (Awesome), ale generalnie płyta posiada nieokrzesane i wybuchowe pokłady bardzo pozytywnego czadu. No i świetny utwór tytułowy łączący tytuł płyty z nazwą zespołu: Ultra-Payloaded Satellite Party.

A co jest najważniejsze? Ta płyta brzmi świeżo! Tak, naprawdę świeżo. Nie jest to kolejny odgrzewany w starym oleju wiekowy kotlet. Wyraźnie słychać wpływy - Beatlesów, Jane’s Addiction, ale materiał jest jak ciepły, świeży, dobrze wypieczony chlebek. Tylko schrupać i chcieć więcej.

Jeżeli nudzą Cię ograne płyty, (s)hity na okrągło puszczane w radiu, odgrzewane kotlety - to Ultra Payloaded to płyta dla Ciebie. Jeżeli masz ochotę na dobrego rocka posiadającego ogromną dawkę pozytywnej energii - to jest to płyta dla Ciebie. Jeżeli cenisz sobie dobrą muzykę i poszukujesz czegoś nowego, zagranego z polotem i świeżością - to jest to płyta dla Ciebie.

Tracklista:
1. Wish Upon a Dog Star
2. Only Love, Let’s Celebrate
3. Hard Life Easy
4. Kinky
5. The Solutionists
6. Awesome
7. Mr. Sunshine
8. Insanity Rains
9. Milky Ave
10. Ultra Payloaded Satellite Party
11. Woman in the Window [ft. Jim Morrison]

Ostateczna ocena: 8/10

Sunday Market, HMV… Płyty.

Plyty

Tu mamy wszystko to co kupiłem (jeżeli chodzi o płyty oczywiście) w UK. Na więcej nie liczę - niestety. Wracam w sobotę, więc na kolejny Sunday Market się nie załapię. No chyba że kupię coś jeszcze w HMV. Z tamtąd mam nowego Mansona i Cream Ibiza 07. Ładnie się prezentują, prawda? :)

Szkoda że nie udało mi się znaleźć ani jednej płyt

F**K THAT S**T - Ogólnopolski Zlot Fanów COMBICHRIST

Miejsce: WAGON Club
Adres: Pl. Orląt Lwowskich 20A, Wrocław
Wstęp: 10 zł
Data: 28 września 2007 (piątek)
Start: 20:00

Organizator: ELECTRO-ROBOT

Strona wydarzenia: http://www.combichrist.electro-robot.com

F**K THAT S**T - Ogólnopolski Zlot Fanów COMBICHRIST

Po raz pierwszy polscy fani i sympatycy mocnego elektronicznego uderzenia będą mogli zderzyć się z pędzącym tirem COMBICHRIST kierowanym przez Andiego LaPleguę.

: : w programie jazdy : :
- albumowe, koncertowe i zremiksowane utwory COMBICHRIST
- remiksy COMBICHRIST
- projekty Andiego LaPleguy (Icon of Coil, Panzer AG, Scandy)
- projekcje wideo COMBICHRIST
- sklep ELECTRO-ROBOT
- koncert

: : motorniczy wieczoru : :
- Dj ATTACK // BloodLust Team
- Miszter EROMU vel Dr Braindead // ELECTRO-ROBOT
- Pan ELEKTROWNIA vel Krokodyl // ELECTRO-ROBOT

:: czołgami przejadą po żywych ::
WIKTOR 37 // electrobeat-soundscapes
JURA // hardcore gabba pappa
W programie koncertów kowery Combichrist!

Bilet na F**K THAT S**T zawiera banderolę, która upoważnia do 50% zniżki na BLOODLINE 2+ - ogólnopolski zlot fanów RECOIL, który odbędzie się następnego dnia, również w WAGON Club.
Informacje BLOODLINE 2+ http://www.bloodline.electro-robot.com

Dla użytkowników Last.fm: http://www.lastfm.pl/event/262948

Więc… Get Your Body Beat & Shut Up And Swallow