A logika poszła się kochać. I to daleko stąd.

Podsumowania mają to do siebie że często potrafią zaskoczyć. Raz bardziej, raz mniej. Raz pozytywnie, innym razem negatywnie. Otóż na Rate Your Music znalazłem ciekawe podsumowanie – 50 najlepszych płyt roku 2006. Często przeglądam różne tego typu zestawienia z czystej ciekawości. Jednak to co ujrzałem w tym zestawieniu spowodowało u mnie lekki szok. I skłoniło do refleksji.

Otóż nie spodziewałem się rewelacji. Spodziewałem się sporo muzyki spod ciemnej gwiazdy zwanej indy z wszelakimi przyimkami z nią związanymi. Zestawienie to zawiera 50 albumów, i (na szczęście) zaczyna się od końca. Ostatnie pięć miejsc mnie nie zaciekawiło, no może poza nową produkcją zaserwowaną przez chłopaków z Pearl Jam. Nigdy nie byłem ich fanem, ale posłuchać lubię. Na drugiej stronie zaczęła się seria szoków, czasami naprawdę potężnych. Oto co mnie tak zszokowało – po kolei wymieniając. Miejsce 45 – Celtic Frost – Monotheist. Tak, zgodzę się, świetna płyta. Ale to przecież metal! Co on robi w zestawieniu do którego link znajduje się na głównej stronie RYM’u? Szok. Miejsce 42 – Kataklysm. Zmiękłem, ale jeszcze stałem. Miejsca 37 i 36 mnie po prostu zabiły – w kolejności – Deicide – Stench Of Redemption oraz Cannibal Corpse – Kill.

Na kolejnego kopa długo czekać nie musiałem. Miejsce 33 zajęła Katatonia ze swoim albumem The Great Cold Distance. Miejsce 26 – Ishahn – The Adversary. Miejsce 23 to kolejne zdziwienie. Devin Townsend – Synchestra. Tak jak i 22 i 21 zajęte kolejno przez Enslaved i Drudkh. Miejsce 17 to Tool – 10,000 Days. Miejsca 13, 12 i 11 zajęte kolejno przez Dream Theather, Isis oraz Iron Maiden. Bardzo wysoko w zestawieniu – bo na miejscu 8 znaleźli się wikingowie z Amon Amarth. Miejsce 7 – Mastodon. Miejsce 4 – Converge, a miejsce 3 – Agalloch. No co tu dużo mówić? Same smakowite muzyczne kąski.

Zostałem tak solidnie skopany, że postanowiłem podzielić się z Wami wnioskami do których doszedłem. A trochę tego jest.

Od czego by tu zacząć. Przede wszystkim coraz częściej zauważam że cięższa i ambitniejsza (razem lub osobno) jest doceniana przez słuchaczy. Pewnie zapytacie dlaczego to zestawienie można uważać za słuszne? Moja odpowiedź brzmi: bo nie było ono tworzone przez profesjonalnych dziennikarzy muzycznych, którzy są sowicie opłacani za umieszczanie odpowiednich albumów na odpowiednich miejscach. Jeżeli ktoś się ze mną nie zgadza to znaczy że nie ma pojęcia jak funkcjonuje tak zwane rynek muzyczny.

Kolejna rzecz którą można zauważyć to fakt, iż stacje radiowe i telewizje muzyczne nie puszczają muzyki której słuchacze chcieliby słuchać. Ale to jest chyba powszechnie znany fakt. Niestety – jeżeli ktoś z Was myśli że to ma szansę się kiedykolwiek zmienić, i wierzy w to że stacje radiowe i telewizyjne zaczną w końcu prezentować muzykę – a nie mainstreamowy crap na który łapią się nastolatki – muszę taką osobę zmartwić. Nie rozumie zasad działania rynku muzycznego.

Ludzie zaczyna to denerwować. Niezależnie od tego czego słuchają – czy jest rock, metal, hip-hop, jazz, house, pop czy industrial – mają już dość. Drażni ich to że w radiu słyszą wciąż jedno i to samo – według schematu “stare ale sprawdzone” albo “absolutny genialny hit który i tak umrze śmiercią naturalną za pół roku”. Oczywiście nie wszyscy. Ba, rzekłbym że większości sytuacja na rynku muzycznym odpowiada. A ten nieustannie karmi ich “hitami” tak zwanych “zespołów jednego utworu” ewentualnie “zespołów jednego albumu”. Media serwują nam komercyjną papkę nastawioną na gigantyczne zyski, pakują grube miliony w promocję lekkostrawnego, miłego dla ucha ścierwa. Zaraz, ale dlaczego to jest lekkostrawne miłe dla ucha? Bo tego chcą media. Dokładnie tego. Bo od tego oni są. Od tego są oni. Od tego są. Od kreowania muzycznych trendów. To nie my, słuchacze decydujemy o tym co jest w danym momencie popularne. To niewielka grupa ludzi trzymająca rynek muzyczny w garści decyduje o tym że wczoraj popularny był hip-hop, dzisiaj rzekomo do łask wraca muzyka rockowa, a jutro wszyscy zaszaleją na punkcie nowej gwiazdy soulu.

To brutalna prawda która niestety nie może trafić do większości słuchaczy. Moje słowa nic nie zmienią. Żeby to zrozumieć trzeba do tego dojść samemu. A przede wszystkim trzeba oswoić się z faktem że to muzyczne media decydują o tym że dzisiaj Ania ubiera się jak Jennifer Lopez, za miesiąc przywdzieje stare trampki i będzie słuchać amerykańskiego punku, za rok będzie słuchała czegoś jeszcze innego.

To oni decydują że dzisiaj króluje słowo “indy”. To oni stworzyli “Nevermind” Nirvany, to oni stworzyli Britney Spears i wielu wielu innych. I to oni zmuszają nas do przymusowego słuchania. A czymże ono jest?

Przymusowe słuchanie jest to najbardziej irytująca taktyka narzucona przez muzyczne media. Prosty przykład. Ilu ludzi kiedykolwiek słyszało o Queensryche, Savatage, The Who czy też Yes? Wierzcie mi że niewielu. A ilu słyszało o Backstreet Boys, Nsync, Britney Spears czy Christinie Aguilerze? Ogromna większość. A dlaczego? Na pewno nie dla tego że tego chcieli, tylko dla tego że zmusiły ich do tego muzyczne wydawnictwa.

Dodaj komentarz