Po Laibachu można spodziewać się wielu rzeczy. Przede wszystkim tego, że nie nagrają drugiego takiego samego albumu, że każde ich nowe dzieło będzie inne, będzie wprowadzało coś nowego. Po genialnym albumie jakim był Wat przyszedł czas na Volk – płytę która zaskoczyła mnie, i to bardzo. Z bliżej nieokreślonych powodów liczyłem na to że w swojej różnorodności muzycznej pójdą w kierunku obranym na Wat. Nic bardziej mylnego. Milan Fras i spółka wzięli tym razem pod lupę narodowe hymny różnych krajów i opracowali je w pewien specyficzny dla siebie sposób. Co z tego wyszło? Album niezwykły, album w pewien sposób magiczny, a przede wszystkim… taki… Laibachowski.Czternaście utworów to czternaście hymnów, do których Fras dodał swoje odczucia i komentarze na temat krajów których hymny zostały polane sosem z muzyki która powstała przy kolaboracji zespołu Laibach z innym, dużo mniej znanym zespołem Silence. Płyta jest spokojna, stonowana, i jak by można spodziewać się po narodowych hymnach – dość podniosła. Spodziewać się można również że muzyka będzie bardzo dobra – w końcu stworzył ją Laibach. I nie jest inaczej. Muzyka chwyta a teksty skłaniają do pewnych refleksji ponieważ opisują one konflikty i problemy związane z narodami o których śpiewa Fras – na przykład Anglia opisana jest jako dawna potęga kolonialna, utwór Francia traktuje o zamieszkach z roku 2005. Laibach brutalnie wytyka kompleksy wielkich mocarstw, opisuje problemy mieszkańców krajów o których śpiewa.
These words are for those who died
These words are for those who left behind
These words are for you Poland
And these ones for my homeland
Jak widać jest także polski akcent na tej płycie – powyższy cytat to fragment utworu Slovania, z resztą w tle tego utworu słychać także fragment melodii Mazurka Dąbrowskiego.
Nie jest to łatwa i przyjemna płyta. Bo która płyta Laibach taka jest. Słychać inspiracje trip-hopem, cała muzyka jak nigdy dotąd nabrała przestrzeni. I mimo tego że jest spokojna, momentami bardzo subtelna i piękna, nie trafi do każdego. Do tego Laibach pozwolił sobie na profanację hymnów narodowych. Ale jakże piękną profanację. Chociaż – czy tak naprawdę jest to profanacja? Jak dla mnie większą profanacją było “z ziemi polskiej do wolski” Kaczyńskiego czy pomyłka interpretacyjna w wykonaniu Lipnickiej. Personalni faworyci: Anglia, Slovania i Espania.
Tracklista:
1. Germania
2. America
3. Anglia
4. Rossiya
5. Francia
6. Italia
7. España
8. Yisrā’el
9. Türkiye
10. Zhōnghuá
11. Nippon
12. Slovania
13. Vaticanae
14. NSK
Ostateczna ocena: 9,5/10
Zamieszczony w: Muzyka, Przeniesione, Recenzje
