Mayhem – Ordo Ab Chao

No i stało się. Maniac poleciał na zbity pysk, na jego miejsce wstąpił znany z De Mysteriis Dom Sathanas Atilla Csihar. I razem z nim Mayhem nagrał nową płytę. Płytę, o której metalowy światek piszczał od kąd pojawiły się pierwsze donosy na temat nowej płyty. A pojawić się ona miała już w zeszłym roku. Trzeba było czekać. Czy było warto? Bardzo ciężka sprawa. Wydaje się że Mayhem chce ugłaskać fanów ich starszych produkcji, tak jak wymieniony wcześniej De Mysteriis, Pure Fucking Armageddon i tak dalej. Jednocześnie nie odchodzą całkiem od tego co popełnili na genialnym poprzednim albumie – Chimera. Ciężka sprawa z tym albumem. Cholernie ciężka.Zacznijmy od tego co jako pierwsze rzuca się w uszy. Brzmienie. Płyta brzmi tak, jakby wziąć brzmienie De Mysteriis, lekko je przytłumić, solidnie przyciszyć góry, dodać więcej środka i dołów. Krótko mówiąc – sterylne i przejrzyste brzmienie znane z dwóch poprzednich albumów poszło w zapomnienie. Chłopaki najwyraźniej postanowili by ich nowa płyta brzmiała jak najbardziej surowo i odrobinę prymitywnie. Brzmienie może się podobać lub nie, jednak standardy brzmienia nowoczesnego black metalu oraz wspomnianych dwóch wcześniejszych płyt nakazywałyby iść dalej w tym kierunku, co jednak się nie stało. Mimo że płyta brzmi surowo, nie brzmi jak debiut jakiejś podziemnej blackowej siekaczki. To brzmienie mimo swoich (celowych) wad ma klasę. Klasę pokazują także sami muzycy.

Po raz kolejny wszyscy młodzi perkusiści którzy modlą się co wieczór do Hellhammera nie zostaną zawiedzeni i będą mieli kolejną płytę do której będą mogli się modlić. Hellhammer to perkusista z piekła rodem, jeden z najlepszych perkusistów metalu i najlepszy perkusista black metalu. Samą perkusją black metal jednak nie stoi – Blasphemer i Necrobutcher także wykonali kawał solidnej muzycznej roboty.

Płyta jest zła. Nie w sensie zła jako tragicznie nagrana, zła muzycznie… Zło płynie przez wokalizy Atilli, przez riffy Blasphemera, płynie szerokim strumieniem i wypływa z głośników razem z muzyką. I to się czuje. Płyta jest dużo wolniejsza od poprzedniczek, nie ma tam kanonady blastów. Jest ich trochę, ale nie tak dużo jak bywało to wcześniej.

Płyta jest dobra. Jeżeli człowiek przyzwyczai się już do brzmienia i do wokalu Atilli – będzie wracał do tej płyty często. Bo wciąga. Jest w niej stary Mayhem, jest i nowy. Zdania są jednak podzielone – tak jak twórczość Mayhem dzieli fanów, tak i ta płyta po raz kolejny dzieli. Ja jak widać stoję po stronie entuzjastów “nowego” Mayhem. Wydaje mi się że ta płyta – mimo wszelkich uprzedzeń – powinna spodobać się także fanom “starego” Mayhem. Są eksperymenty znane z ostatnich dokonań, jest klimat i brzmienie znane ze starych… Czas pokaże jak ta płyta będzie odbierana.

Tracklista:

1. A Wise Birthgiver
2. Wall of Water
3. Great Work of Ages
4. Deconsecrate
5. Illuminate Eliminate
6. Psychic Horns
7. Key to the Storms
8. Anti

Ostateczna ocena: 9/10.

Dodaj komentarz