Czasami wydaje mi się że jestem dziwny. Co prawda – to jest powszechnie znany fakt, ale ja się naprawdę zastanawiam nad swoją “dziwnością”. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ niejednokrotnie słyszałem że A Line Of Deathless Kings to bardzo trudna płyta, którą trzeba przesłuchać kilka razy, bo za pierwszym razem się nie spodoba, a dopiero za którymś razem zaczyna rozumieć się geniusz tej płyty. A ja zakochałem się w nowym dziele Brytyjczyków od pierwszego usłyszenia. Nie wiem dlaczego, ale już pierwsze riffy utworu otwierającego płytę – To Remain Tombless – dały mi do zrozumienia że mam do czynienia z dziełem wielkim…Niestety, muszę Was rozczarować, tak jak i My Dying Bride rozczarowało mnie. Panowie po raz kolejny pokazali na co ich stać. Po raz kolejny nagrali doskonałą płytę (w mojej opinii dużo lepszą od poprzednika – Songs of Darkness, Words Of Light). Po raz kolejny rozpływam się coraz bardziej z każdym kolejnym dźwiękiem wydobywającym się ze słuchawek. Po raz kolejny słucham krążka MDB pięć razy pod rząd i nie mam dosyć.
My Dying Bride to nie tylko zespół. To kult, kult taki sam jakim otoczone są takie zespoły jak Slayer, Pantera, Satyricon czy Sex Pistols. Tyle że ten kult to kult wyciszony, poniekąd smutny i mroczny – taki jak muzyka MDB. Obawiałem się trochę nowej płyty. Niepotrzebnie. Utwierdziłem się jedynie w przekonaniu że ten zespół mnie już niczym nie zaskoczy. I niech tak pozostanie. My Dying Bride otrzymało status legendy. Napewno u mnie.
Wracając do płyty – wyraźnie widać pewne nowe konwencje, które trzymają się jednak mocno tego, co jest rdzeniem tego zespołu. Powiem więcej. Jest to najlepiej zaaranżowana, najlepiej nagrana i przede wszystkim – najbardziej ambitna i nowatorska płyta w historii tego zespołu. Aaron przez 90% swego czasu śpiewa. Nie słychać growlingu. Czysty śpiew. Piękny śpiew. A utwór który najbardziej mnie uderzył – The Raven Wings. Przepiękna kompozycja. Niesamowity wokal. Cudownie zaaranżowane gitary. Jeżeli utwór który wyróżnia się spośród innych – The Blood, The Wine, The Roses. Szczególnie jego końcówka.
Nie znajduję w tej płycie ani jednego minusa. Ani jednej wady, ani jednego uszczerbku. 100% My Dying Bride. Kto nie lubił tego zespołu – nie zmieni swojego zdania. Kto się wahał – może zacząć lubić. Dla fanów – nic nowego. Kolejna płyta My Dying Bride, być może troszkę trudniejsza w odbiorze, choć ja sam tego nie odczułem.
Podsumowując. Moim zdaniem mamy do czynienia z niepodważalnie najlepszą płytą My Dying Bride w całej historii zespołu. Więc dlaczego pisałem że mnie zupełnie nie zaskoczyła? A teraz twierdzę że jest najlepsza? Przesłuchajcie ją – to zrozumiecie.
Tracklista:
1. To Remain Tombless
2. ‘Amour Detruit
3. I Cannot Be Loved
4. And I Walk with Them
5. Thy Raven Wings
6. Love’s Intolerable Pain
7. One of Beauty’s Daughters
8. Deeper Down
9. Blood, the Wine, the Roses
Ostateczna ocena: Nie wystawiam. Jestem zbyt zagorzałym fanem My Dying Bride, tak więc ocena byłaby absolutnie nieobiektywna, a przede wszystkim – poza skalą.
Zamieszczony w: Muzyka, Przeniesione, Recenzje
