Przemysł muzyczny nasz pan.

Ten wpis nie ma na celu nikogo obrazić. Jeżeli ktoś poczuje się obrażony – powinien włożyć do odtwarzacza CD płytę “The Division Bell” Pink Floydów, pierwszą płytę Black Sabbath, The Cure – Pornography lub jedną z wielu płyt, które z pełną odpowiedzialnością można nazwać muzyką.

Przymusowe słuchanie jest to najbardziej irytująca taktyka narzucona przez muzyczne media. Prosty przykład. Ilu ludzi kiedykolwiek słyszało o Queensryche, Savatage, The Who czy też Yes? Wierzcie mi że niewielu. A ilu słyszało o Backstreet Boys, Nsync, Britney Spears czy Christinie Aguilerze? Ogromna większość. A dlaczego? Na pewno nie dla tego że tego chcieli, tylko dla tego że zmusiły ich do tego muzyczne wydawnictwa. Tymi oto słowami zakończyłem poprzedni wpis, i tymi samymi słowami zacznę ten. Czas się przebudzić, moi drodzy. Czas otworzyć oczy, spojrzeć dookoła siebie. Usłyszeć. Przeczytać ten artykuł, a potem po raz pierwszy w życiu włączyć MTV i poczuć obrzydzenie. Otóż, moi drodzy, chciałem wam przedstawić w pewnym skrócie jak działa przemysł muzyczny, co z nami zrobił, co nam serwuje, jak kreuje się gwiazdy i dlaczego dla przeciętnego słuchacza to wszystko co dzieje się na rynku muzycznym jest czymś absolutnie i niepodważalnie normalnym. Poloneza czas zacząć.

W rzeczy samej, przeciętny słuchacz bardzo chętnie wsłuchał by się w muzykę która prowokuje czy też skłania do refleksji. Może niewielu ma tę świadomość, ale to przez to, że zmysł słuchu przeciętnego zjadacza chleba został poważnie wypaczony przez muzyczny rynek, i to czym nas karmi. Rynek muzyczny maksymalnie uprościł muzykę do stopnia w którym nic nie znaczy i sprzedaje się w ogromnej ilości. A tak jak przed chwilą wspomniałem – publika odbiera to jako coś normalnego, nawet… wspaniałego.

Prawda jest taka, że to działa jak efekt domino. Coraz więcej ludzi słucha i jest inspirowana przez nowoczesną, słabą, masową muzykę, że uznają ją za standard. I nie pomaga masowa histeria na punkcie pewnych pojawiających się i znikających zespołów. Prawda jest jednak że te cudowne zespoły które podbijają serca nastolatek a zarazem są eksploatowane do granic możliwości przez przemysł muzyczny nie są żadną muzyczną rewolucją. Winę ponosi wspomniany przemysł muzyczny, który kreuje te gwiazdy, wydaje ogromne pieniądze na ich promowanie by przysłonić publice oczy mgiełką iluzji. Jak więc tak beznadziejna muzyka mogła zdobyć rynek i gigantyczną wręcz popularność? Dlaczego? Bo ta muzyka to dojna krowa, wykreowana tylko i wyłącznie po to żeby robić pieniądze. Duże pieniądze.

Po jakimś czasie okazuje się że to zbiorowe narzędzie do robienia pieniędzy zostało wypromowane przez media, poddane procesom marketingu masowego i dostało etykietkę tak zwanej pop-kultury. Kompanie muzyczne przestały dawać publice wyboru pod tytułem “jakiej muzyki lubię słuchać?”. Oni roszczą sobie prawo do posiadania odpowiedzi na to pytanie w postaci całej masy śmieci podtykanej nam poprzez MTV czy inne media – czy tego chcemy czy nie. Czy nie wydaje się wam to przeciwne podstawowemu prawu muzyki według której ludzie tworzący muzykę wyrażają siebie i swoje uczucia poprzez słowa i dźwięk?

Kompanie muzyczne by zdobyć jak najwięcej pieniędzy dla siebie zmusiły ludzi do słuchania tego ścierwa. Słuchaj, albo nie bądź trendy, słuchaj albo nie bądź na czasie, nie bądź ‘cool’, czy jak to tam się teraz mówi. Muzyczne kompanie zauważyły bardzo płodny grunt do zarabiania – młodzież. A teraz pytanie – ilu z waszych znajomych, nie tylko tych najbliższych, ale także tych z pracy, ze szkoły, uczelni – szczególnie tych młodych – zna King Crimson? Ilu z nich zna muzykę Pink Floyd – coś ponad Another Brick In The Wall? A ilu z nich zna Britney Spears, 50 Centa czy Limp Bizkit? Więcej niż jesteście w stanie policzyć. Nastolatki słuchają tego co słuchają ich koledzy i koleżanki, często (jeżeli nie najczęściej) tylko po to żeby czuć się na równi z nimi, żeby nie odstawać.

Media manipulują niektórymi stylami muzycznymi takimi jak na przykład metal, mówiąc że są złe, mają zły wpływ na młodego człowieka. Tworzą stereotypy. A publika kupuje. Nie dlatego że im się to podoba, ale dlatego że to wszystko jest fałszywe, i zostało z zimnym wyrachowaniem sfabrykowane i stworzone po to żeby zarabiać. Kompaniom muzycznym niedługo skończą się pomysły, nie będą miały już więcej opcji, gdy nagle zrozumieją że takie twory jak Britney Spears nie mają tego co ma na przykład Pink Floyd. Czegoś, co można określić jako ponadczasowość i moc pozostawania na chwiejnym rynku muzycznym mimo upływu lat.

Wydaje mi się że pisząc o kreowaniu “cudownych zespołów” zapomniałem wspomnieć o Czterech Wspaniałych. A jest to coś bardzo ważnego – coś, bez czego dzisiejsza muzyka nie wyglądałaby tak jak wygląda. Co, a raczej kto składa się na tych czterech wspaniałych? Na początku cały motor napędowy który pozwala istnieć Czterem Wspaniałym – czyli fani. To fani (szczególnie młodzi) żyją w błogiej nieświadomości tego, co rzeczywiście dzieje się za sceną. Mają mylne pojęcie że ich ukochane zespoły piszą teksty, tworzą i produkują, a przede wszystkim – że to właśnie oni kontrolują swoją muzykę. Niestety, czasy w których tak było dawno się skończyły.

Kim więc są ci Czterej Wspaniali? Już ich przedstawiam. To producent, muzyk sesyjny, osoba pisząca teksty i choreograf. Ci Czterej Wspaniali pracują w pewien specyficzny, wyidealizowany sposób który ma zapewnić że stworzą wielki hit, chociaż chciało by się powiedzieć – wielki shit.

A najciekawsza postać z tych Czterech Wspaniałych to choreograf. To on jest odpowiedzialny za to żeby zespoły odpowiednio poruszały się czy też tańczyły na scenie oraz na teledyskach. To on kreuje ich sceniczny “imidż”. A publika po raz kolejny to kupuje, myśląc że to zespół stworzył swój nowy, gorący sposób tańca czy poruszania się. Nic bardziej mylnego.

Najbardziej zabawnym z Czterech Wspaniałych jest muzyk sesyjny. Ma on za zadanie “pomóc” grać na instrumentach nowemu kreowanemu właśnie zespołowi. Tak więc porzucają oni swoje granie ze słynnymi jazzmanami czy bogami metalu jako muzycy zastępczy i pomagają zespołom, które w rzeczywistości nie są zespołami tylko grupą ludzi którzy nie potrafią pisać muzyki czy nawet tekstów. Potem gra na instrumentach w trakcie sesji nagraniowej. Oczywiście później na płycie “muzycy” tego “zespołu” są wymienieni jako odpowiedzialni za granie na tych instrumentach, co oczywiście jest wierutną bzdurą. Ale o tym wiedzą tylko oni, ludzie odpowiedzialni za ich wypromowanie oraz wyżej wymieniony muzyk sesyjny.

Drugim najlepiej zarabiającym z Czterech Wspaniałych jest osoba odpowiedzialna za pisanie tekstów. Słyszeliście może o kimś takim jak Max Martin? Nie? To może warto się nim zainteresować. Jest to człowiek który napisał wszystkie teksty takich produktów jak Backstreet Boys, NSYNS czy Britney Spears. Co dalej? Nasz pisarz odwala całą kwestię tekstów. Nie ważne jak bardzo byłoby one gówniane – “ciemny lud i tak to kupi”. A poza tym – takie muzyczne śmieci przechodzą teraz bez kłopotu. Ba. Nawet stają się hitami. Wychodzi na to że taki wspaniały hiciarski zespolik nie robi kompletnie nic. Jedynym ich obowiązkiem jest reprezentowanie siebie, oczywiście pod nazwą danej kompanii muzycznej. A jak.

Został nam jeszcze jeden z Czterech Wspaniałych. Producent. Jest najważniejszy, bo siedzi za pokrętłami, a kompania zapłaciła mu gigantyczną forsę żeby to co stworzy się sprzedało. Jest to zwykle człowiek który robi burdel w priorytetach naszego “zespołu”, interesuje go tylko co “powie” na to mainstream. Dobrych producentów to nie interesuje. Źli producenci za to kontrolują zespoły przy pomocy pewnej magicznej formuły. Ale o niej za chwilę. Jak myślicie, dlaczego wszystkie największe hity mają podobny czas trwania, podobną rytmikę i są do siebie podobne, niezależnie od tego jak różnie by brzmiały? Bo to wszystko opiera się o utarty do bólu schemat “przeznaczony by się sprzedać”.

Są miliony ludzi którzy kochają muzykę, ale ich gusta różnią się od masowego ideału. Tutaj teoretycznie do gry wchodzą wytwórnie niezależne. Oczywiście, dopóki wytwórnia niezależna nie jest dystrybuowana przez dużą wytwórnię – wtedy szansę na to że ambitniejsza produkcja przejdzie maleją. No chyba że wytwórnia niezależna ma asa w rękawie – jakiś duży hit, na którym można będzie zarobić.

Każdego dnia z głośników telewizora czy też radia wylewają się tony muzycznego gówna. Tak jest, tak było i nie zapowiada się żeby miało się to zmienić w najbliższym czasie. O ile w ogóle kiedykolwiek miałoby się to zmienić.

W trakcie pisania słuchałem: Pink Floyd – The Division Bell

Odpowiedzi: 3

  1. Ty stary sie powinieneś leczyć z tych spiskowych teorii i chyba nic nie wiesz o tym jak sie robi muzyke i jak sie zestawia interwały żeby uzyskać konkretny efekt. A tak w ogóle to coś takiego możnaby napisać 30 lat temu o pink floyd zamiast o nsync i udowadniać że jest chujowo bo nikt nie słucha glena millera.

  2. pink floyd w przeciwienstiwe do nsync byli artystami gdzie sami byli odpowiedzialni za texty i muzyke, nsync to wylonieni piekni chlopcy z castingu z jakimis przejawami talentu.

  3. Totalnie rozumiem autora tekstu i co chce nam powiedziec.
    Zgadzam sie z tym co dziki napisal w 100%!!!
    Przyklad: wlaczam angielski program muzyczny (w opisie pisze ze jest to godzinny program poswiecony wspolczesnej muzyce na czasie), leca reklamy (spoko, trzeba zarobic) i mam nadzieje ze uslysze zaraz dobry kawal ciekawej muzyki, bo przede mna zaraz duzo pisania pracy na uczelnie.
    Reklamy sie koncza, zasiadam wygodnie w milusiej sofie i zaczyna sie… bez wstepu, ciagly jednostajny beat, z zazenowaniem oczekuje wkoncu jakiegos spiewu, moze odrobiny tekstu ciekawego w ktory moglbym sie wsluchac (w miedzy czasie widze ze spiewac bedzie Lady Gaga), ale jak narazie to przez 30sekund tancza (nie mowie ze brzydko, ale to nie lekcja tanca) i zaczyna wkoncu spiewac. Niestety (albo i stety) uslyszec artystki glosu sie nie da gdyz proporcja kompresji to conajmniej 10:1 z jakimis cudnie brzmiacymi, ewidentnie mocno zmasterowanymi efektami, ktore z piosenki tworza bardzo rytmiczny kawalek muzyki, w ktorym zwrotke od refrenu dzieli tylko inny uklad taneczny… Do street dance jak najbardziej, ale do sluchania w fotelu, przekomicznie irytujace.
    Ale przebolalem to, w koncu nastepna piosenka nie mogla juz byc gorsza. Otoz nie… MOGLA!
    Kolejny utowor – artysky nie pamietam, tytulu tym bardziej. Tekst (cos tam ze imprezowanie, balety, dziwki czy cos) – tez lubie sie zabawic, upic niesamowicie, potanczyc itp. ale nie kapie sie w szampanie, a pupka nie kreca mi panie… To jesli chodzi o tekst i teledysk (ktory to wygladal bardzo interesujaca ;) ) ale muzycznie (nawet melodyjnie) to piosenka ch**owa! Wokal ok, ale jak puscilem sobie potem ta piosenke w wykonaniu koncertowym to nasi hip hopowcy mieli w porownaniu z czarnym sliczne operowe glosy. O barwie glosu juz nie wspomne.
    Kolejny szit zamiast muzyki. Zaczalem juz liczyc ze moze chociaz Red Hot Chili Peppers uslysze, albo U2, albo cos z nu-jazzu, COKOLWIEK?!?! ale nie!!!
    Kolejny utwor praktycznie tak samo brzmiacy jak pierwszy, z ta roznica ze inny glos (bo inna wykonawczyni). Tylkiem zakrecila slicznie, ale jezykiem (w sensie spiewu ;P ) juz masakrycznie krytycznie!
    Wiec wpadlem na inny pomysl! Moze poslucham Kerrang (jakby ktos nie wiedzial to rockowa stacja, maja tez gazete i takie tam). Ogolnie rockowo/metalowe klimaty.
    O Pink Floydach zapomnijmy, Led Zeppelinach tez, czyms nowszym jak Pantera, Tiamat czy Down rowniez. Uslyszalem za to Linkin Park (bez komentarza) oraz Limp Bizkit :( i tutaj juz moje nerwy puscily!!!

    To wydarzylo sie dwa dni temu, a dzisiaj podczas przeszukiwania internetu w poszukiwaniu pakietow do edycji muzyki wpadlem na ten artykul, z ktorym to jestem zgodny od deski do deski.

    nie zrozumialem tylko komentarza Macieja: co ma zestawianie interwalow do tego co sie dzieje w muzyce???

    Wiadomo – tez trzeba umiec ulozyc beat. Tylko ze niestety muzyka jaka zostala wspomniana w artykule sklada sie tylko z petli muzycznych, ktore sa tak proste do zrobienia (szczegolnie teraz gdy MIDI jest dostepne dla kazdego), ze nie potrzeba miec do tego odrobiny pojecia o muzyce, a tylko wiedziec jak obslugiwac CuBase…

    O tekstach piosenek juz nie chce pisac, bo brak mi checi i wulgaryzmow :-P zeby opisac to co o tym mysle.

    Pozdrawiam, johny

    (nie chce mi sie drugi raz tego czytac, za bledy przepraszam)

Dodaj komentarz