Drogie koleżanki, drodzy koledzy! Wiem, że żyjemy w czasach dominacji internetu, p2p oraz mp3, i że 90% z Was omija sklepy z płytami szerokim łukiem, bo z Kaazy czy SoulSeeka można pobrać płytę za darmo, a ściągnięcie płyty na miesiąc przed premierą to właściwie nie problem. Nie, nie winię Was. Nie. Nie winię siebie, nie winię moich znajomych. To kogo winię w takim razie? Chory system, tzw. Music Industry, potężną machinę, wielką taśmę produkcyjną dzisiejszej muzyki.
Wielkie korporacje zarabiają na muzycznym przemyśle gigantyczne pieniądze. Lecz kto za to płaci? Ano pan płaci, pani płaci. My płacimy – społeczeństwo. Jeżeli wśród was są jeszcze osoby żyjące w błogiej nieświadomości – które myślą że gruba większość pieniędzy wydanych na płytę trafi do kieszeni artysty, to postaram wyjaśnić jak bardzo się te osoby mylą. Otóż zakładając że przeciętna cena płyty zagranicznego artysty kupowanej w sklepie wynosi 60 zł. Jak wygląda podział ceny? Koszt wyprodukowania jednej płyty wraz z okładką przy nakładzie 100000 sztuk to 4-5 złotych, rzadziej 6. Do wydawnictwa typu digipak należy doliczyć około 1,50-2 złote. Zakładając że nasza płyta znajduje się w zwykłym plastikowym opakowaniu (widział ktoś kiedyś digipak (zagranicznego artysty) za 60 zł?) – można założyć 5 zł na produkcję. Zostaje 55 zł. Odejmijmy jeszcze 2 złote na tacę dla ZAIKSu. Teraz to co trafia do artysty. W zależności od rodzaju kontraktu artysta może otrzymać od 15 do 30% wartości płyty do kieszeni. Oczywiście zdarza się także że artysta z płyty nie dostaje kompletnie nic (nie wiem czy nie jest tak tylko w Polsce – przypadek Brathanków i ich pierwszej płyty – za którą z góry dostali około 100000 zł. Oczywiście zyski ze sprzedaży płyty wielokrotnie te 100000 zł przewyższyły, ale Brathanki nie dostały z tego ani grosza). Policzmy więc średnio – 22,5% dla artysty – co i tak jest wygórowaną sumą. Tak więc z pozostałych 53 zł artysta dostanie około 11,93 zł.
Podstawowe opłaty mamy już za sobą. Zostaje nam 41 złote 7 groszy. Co się z tymi pieniędzmi dzieje? Zostają pożarte przez jakże dbający o klienta muzyczny przemysł – czymkolwiek się on objawia – czyli wszystko co znajduje się pomiędzy artystą a półką sklepową. Zarobić na płycie musi pani Jadzia ze sklepu muzycznego, człowiek który te płyty do sklepu przywiezie, hurtownia płyt, cała masa ludzi którzy są odpowiedzialni za to żeby płyta powstała, dotarła do hurtowni oraz była odpowiednio wypromowana we wszelakiego typu mediach.
Czy udało mi się już nakręcić co po niektórych? No to teraz prawy prosty, odwracamy kota ogonem i jedziemy, żeby w miarę tanio wyszło a państwo znajdowało się na terenie UE… do Niemiec. Mam w Niemczech paru znajomych. Różnie u nich z muzyką, szczególnie że część z nich to dorosłe osoby, głównie ludzie którzy nie wykazują większego zainteresowania muzyką. Jest wśród tych znajomych jedna osoba w moim wieku. Człowiek ten należy do absolutnie przeciętnej finansowo rodziny niemieckiej. Co w nim jest takiego szczególnego? Płytami mógłby pół mieszkania wytapetować gdyby tylko chciał. Ba. Dodam nawet, że jak był w Polsce to poszedłem z nim do sklepu muzycznego. Bez zastanowienia kupił płytę Audioslave (na tyle na ile pamiętam, około 55 złotych Polskich). Z dość sporym zdziwieniem na twarzy rzekł: Die CDs in Polen sind billiger als bei uns. Tłumacząc na nasz ojczysty język: Płyty w Polsce są tańsze niż u nas.
Jakie wnioski można z tego wyciągnąć? Płyty wszędzie mają podobne ceny. Przykład Audioslave pokazywał że niekiedy są one tańsze niż za granicą, ale z mojego surfowania po zagranicznych sklepach internetowych wiem że potrafią być one niejednokrotnie tańsze niż u nas. Można by przyjąć zatrzymać się na twierdzeniu iż płyty wszędzie kosztują podobnie. Co za tym idzie? Mieszkańców innych krajów zwyczajnie stać na kupowanie oryginalnych płyt. Mogą sobie na tą przyjemność pozwolić. A 50-60-70 zł to normalna cena płyty.
Czy to jednak jest w porządku? Przecież wszelakie firmy które trzymają w garści Music Industry obracają gigantycznymi pieniędzmi i przynoszą ogromne zyski. Zarabiały, zarabiają i będą zarabiać wielką kasę niezależnie od piractwa, czy naszego utwierdzenia że płyty są drogie. Na koniec moje małe podsumowanie. Płyty są drogie. Jednak naszym płaczem, zgrzytaniem zębami czy ściąganiem muzyki z Internetu tego nie zmienimy choćbyśmy bardzo tego chcieli. Tak, płyty mogłyby być tańsze, chociaż o te 10 zł. Gdzie jednak podziały się obiecanki w których wmawiano nam że płyty będą w cenie kaset? Niedługo będą, uwierzcie mi. Tylko że to idzie w drugą stronę. Płyty stoją w miejscu, a kasety drożeją.
Zamieszczony w: Music Industry, Myśli muzyczne, O muzyce

Ale tak, drogi panie, jest ze wszystkim. Proponuję przestać kupować ubrania w sieciowych sklepach, bo koszt wyprodukowania, powiedzmy, bluzy kosztującej załóżmy 100zł nie przekracza 2-3zł… reszta to pieniądze dla firm transportowych, hurtowni, sklepu. Tak działa handel, moi drodzy!
A porównanie cen do Zachodu – elektronika, samochody też są tam tańsze. Nie mówiąc o ich wielokrotnie wyższych zarobkach. Czy to znaczy że mogę ukraść nowego Merca, bo mnie nie stać?
Autor jest idiotą – dziękuję.
Autor nie jest idiotą i ma rację że płyty są drogie a duża część zyskó idzie nie do artysty. A co do hdn. Zawsze masz alternatywę, możesz kupić zieloną bluzę za 20 zł i będzie jak ta za 100 wyglądać, a jak zrobisz z muzyką?
Wiem,że późno odpisuje, ale ile kosztuje WYPRODUKOWANIE PŁYTY JEŚLI CHODZI O ZAWARTOŚĆ(MUZYKA, ŚPIEW). O tym jkaoś nikt nie jęczy, a to też się wlicza w koszty, które nie są takie malutkie. Ceny płyt polskich artystó uważam akurat za dobre, te 30-35 zł to nie jest jakaś kupa kasy. Pamiętajmy,że polski dystrybutor płyt zagranicznych nie może sobie ot tak walnąc ceny 29.99, cena zależy od ojczystej wytwórni, a niekiedy od tego ile artrysta życzy sobie kasy od sprzedanego egzemplarza.
aha i jeszcze tutaj cytat:Dlaczego płyty są tak drogie? Fiskus potraktował ich nagranie jak normalną produkcję przemysłową i obłożył płyty podatkiem VAT w wysokości 22 proc. Do tego wszystkiego detaliści dorzucają marżę wynoszącą 30-45 proc., choć na świecie nie przekracza ona zazwyczaj 12 proc. – tłumaczy Andrzej Kosmala ze Związku Producentów Audio-Video.
http://www.wprost.pl/ar/4722/BRUDNA-KASA/