Ranking płyt metalowych z ostatnich 10 lat (I)

Przedstawiam wam pierwszą z dwóch części rankingu płyt metalowych ostatniego dziesięciolecia (1996-2006). Rok 2007 pomijam z względów oczywistych. Na czym będzie więc polegać pierwsza część rankingu? Jest to swoisty eksperyment, ponieważ płyty do tej części wybieram tylko w połowie. Jak to? Otóż korzystam z rankingów znajdujących się na Rate Your Music, ale to ja decyduję która z metalowych płyt z danego roku znajdzie się w moim rankingu.

Jedyną numeracją w tym zestawieniu są lata w których dane płyty zostały wydane. Jedziemy z koksem.

Rok 1996.

Edge Of Sanity – Crimson. W rankingu RYM płyta ta znajduje się na drugiej pozycji. I jest to pozycja jak najbadziej zasłużona. Wyprzedza ją tylko Tool – Aenima. Co można powiedzieć o Crimson? Że jest to płyta świetna – to chyba za mało. Jeden czterdziestominutowy utwór, muzyka zmieniająca się jak w kalejdoskopie – od mocnych metalowych uderzeń po delikatne dźwięki gitar akustycznych, czasami nawet ociera się o elementy ambientu. Genialna kompozycja, genialna aranżacja, genialna płyta.

Rok 1997.

In The Woods – Omnio. Na początku miał być Emperor – Anthems To The Welkin At Dusk. Jakimś cudem przeglądając ranking dla 1997 roku nie zauważyłem tej płyty. Zajmuje ona wysokie – ósme miejsce. Nie jest to specjalnie znany zespół, warto jednak zapoznać się z jego twórczością, a w szczególności z płytą Omnio. Co jest pewne – jest to najlepsza płyta w historii tego zespołu. Ciężko jest jednak określić w jakim stylu zespół się porusza. Są elementy doom metalu, black metalu, progresjii, awangardy… Sama płyta Omnio jest dziełem wielkim. Przepiękna plątanina alternatywnych i dość trudnych dźwięków i świetne aranżacje sprawiają że chce się do tego albumu wracać.

Rok 1998.

Death – The Sound Of Perseverance. Choćbym nie wiem jak nie krążył po rankingach dla roku 1997, choćbym nie wiem co robił nie mógłbym wybrać innej płyty. Po prostu nie mógłbym. The Sound Of Perseverance = świetny techniczny death metal + arcydzieło aranżacji i kompozycji + geniusz Chucka Shuldinera + genialny cover Judas Priest – Painkiller. Czy muszę dodawać coś jeszcze? Tak, muszę. Flesh and the Power It Holds. Amen.

Rok 1999.

Opeth – Still Life. Czy muszę coś dodawać? W rankingu roku 1999 ta płyta zajmuje trzecie miejsce. A mogłaby mieć i pierwsze. Więcej takich płyt a świat stanie się piękniejszy. Długie utwory, Opethowe aranżacje i pewien specyficzny klimat którego nie ma żadna inna płyta tego zespołu. Hail Mikael, hail Opeth!

Rok 2000.

Immolation – Close To A World Below. Tak jak w poprzednich latach na RYMie roiło się od płyt metalowych, tak w roku 2000 interesującą pozycję znalazłem dopiero na 21 miejscu. Ale jest to pozycja warta uwagi, szczególnie jeżeli jest się fanem death metalu. A jest to death metal jaki lubię – szybko, brutalnie, konkretnie i przejrzyście. Zwraca uwagę stosunkowo charakterystyczny wokal.

Rok 2001.

Opeth – Blackwater Park. W natłoku masy innych stylów muzycznych oraz masy innych płyt tym razem Opethowi udało się wybić na pierwsze miejsce. I jest to miejsce całkowicie zasłużone. Płyta ta jest szczególna, ponieważ pracował przy niej niejaki Steven Wilson związany na co dzień z niejakim Porcupine Tree. O dziwo wiele o tej płycie powiedzieć się nie da nie powtarzając w kółko słowa “genialny”. Genialne aranżacje, genialne brzmienie… ot, Opeth.

Rok 2002.

Arcturus – The Sham Mirrors. Także w rankingu dla 2004 roku nie miałem żadnych dylematów. Ten rok należy do Arcturusa i ich dziecka zatytuowanego “Oszukańcze Lustra”. Przez całą płytę Arcturus nas oszukuje. Igra ze zmysłem słuchu atakując słuchacza najróżniejszymi dźwiękami. Po raz kolejny będę musiał się powtórzyć – świetne aranżacje, kompozycje i brzmienie. No i ta gra Hellhammera…

Rok 2003.

Ephel Duath – The Painter’s Palette. Było kilka dylematów, ale ostatecznie padło na tą właśnie płytę. Totalna awangarda – połączenie black metalu, jazzu, noise’u… Bardzo ciężkostrawne połączenie. Jednak po którymś przesłuchaniu przełącza się pstryczek w głowie i nie można się od tego dzieła oderwać. Tak, dzieła. Bo jest to z pewnością dzieło. I to wielkie.

Rok 2004.

Orphaned Land – Mabool: The Story of the Three Sons of Seven. Och ach. I tu nie było dylematów. Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej i pierwsze miejsce w klasyfikacji metalowej. Połączenie orientalnego folku, progresji, heavy i death metalu. Mieszanka wybuchowa. A w roku 2007 chyba znowu będą pchali się na podium, bo za produkcję ich najnowszego dzieła odpowiada nikt inny jak sam Steven Wilson. Ale to (mam nadzieję niedaleka) przyszłość.

Rok 2005.

Opeth – Ghost Reveries. Nie no, znowu Opeth? Ile można. Ale statystyki mówią za siebie (pomijając fakt iż istnieją trzy rodzaje kłamstwa – kłamstwo, wielkie kłamstwo i statystyka). Wszystkie ich albumy nie licząc Orchid (a tu się zdziwiłem) mają na RYMie powyżej czterech gwiazdek z pięciu możliwych. No cóż, taka dola Mikaela i spółki. Nie mogą przestać nagrywać dobrych albumów. No i niech tak zostanie.

Rok 2006.

Mastodon – Blood Mountain. No popatrzcie, nie Opeth, co za niespodzianka. Pewnie dlatego że w 2006 roku nic nie wydali. Płytę wydał zato Mastodon, i chwała im za to, ponieważ spłodzili naprawdę kawał dobrej muzyki. Ciężko jest określić do jakiego gatunku możnaby ich zaliczyć. Jedno jest jednak pewne – jest to metal, i to metal wysokiej klasy.

No i na tym zakończymy to zestawienie. Kolejna część – czyli moje własne typy nie poparte żadnymi rankingami – niebawem.

Odpowiedzi: 3

  1. [...] Marek Niedźwiedzki odchodzi z Radiowej TrójkiRanking płyt metalowych z ostatnich 10 lat (I)Szatan, lizaki i różowe misie.The Birthday Massacre – Walking With StrangersPain Of Salvation – [...]

  2. CO ZA PEDALY ROBILY TEN RANKING JA PIERDOLE !!!!!

  3. Ciekawy post, dodalem twoj blog do ulubionych, bede tu teraz wpadal czesciej, pozdrawiam

Dodaj komentarz