No cóż. Stary się czuję, dziesięciolecie słuchania muzyki metalowej mi stuknęło. Były wzloty i upadki, było trochę zmian w tym czego słuchałem. No cóż. Pozwierzam się Wam.
Oj, jak to kiedyś było zajebiście. Z łezką w oku wspominam czasy podstawówki i liceum (gimnazjum mnie na szczęście ominęło – jestem ostatnim rocznikiem który pisał starą maturę). Wracając do tematu. Wygląda na to że to był rok 1997 – rok w którym wszystko się zaczęło. Na początku było bardzo klasycznie – Metallica, Slayer, Sepultura. Potem mocniejsze klimaty.
Jeżeli chodzi o klimaty – jest jeszcze jeden klimat którego mi brakuje. Wagary, wypady na Kłodzką Twierdzę na tanie wińska, zapijanie pały co weekend, niekiedy tygodniowe ciągi balang, a wszystko to otoczone metalem, starą gwardią która była tą najlepszą, zgraną paczką ludzi których łączyła muzyka i libacje. Pamiętam początki liceum jak chodziło się do nieistniejącej już knajpy (jak ona się nazywała? Żubr? Sam już nie pamiętam. Dawało się pani za barem kasety Slayera, Iron Maiden albo różne inne składanki które się po nocach na starych kaseciakach komponowało, a potem piło się i godzinami rozmawiało o muzyce.
Otóż zdrętwiała nam metalowa młodzież. Nie żebym sobie lat dodawał albo próbował być na siłę dorosłym – zauważyłem jednak trzy fale nowych “metalheadów” w czasie mojej dotychczasowej kadencji. Ale to się jakieś dziwne zrobiło. Dziwne, ponure, mroczne na siłę. A przede wszystkim młodziaki zupełnie inaczej zaczynają niż ja zaczynałem, niż zaczynali moi kumple. U nas początki to Black Sabbath, Metallica, Iron Maiden, Slayer, Ozzy Osbourne, niekiedy Kiss, Led Zeppelin… Teraz obserwuję tendencje do zaczynania swojej przygody albo od razu od ekstremów pokroju Vader lub Behemoth, albo od metalowych stworów wyprodukowanych przez muzyczne wytwórnie: Slipknot, Chimera, cała fala nu-metalu czy innych dźwięków za które młodych metalowców powinno się przeprosić – ponieważ wiele wspólnego z metalem nie mają. A na pewno nie z dobrym, klasycznym metalem.
Młodzi zrobili się dziwni. Poza tym że niejednokrotnie słuchają dziwnych rzeczy, to nie widzę u nich takiej więzi jaka była u nas – sam sposób w jaki się poznawaliśmy – widząc innego członka metalowej rasy po prostu się do niego podchodziło, przedstawiało, zaczynało rozmowę. Mnie dużo lepiej rozmawia się z tymi którzy dla mnie są starą gwardią niż z młodym pokoleniem metali.
Cieszy mnie niezmiernie że ta muzyka wciąż żyje, że zdobywa coraz to nowych, oddanych fanów. Jednak tęsknię za tym co było pięć-sześć lat temu. Ten klimat, ci ludzie… To było coś. Nie widzę tego teraz. Może metalowa młodzież patrzy na to inaczej, może więzi które ich łączą wyglądają inaczej niż te które łączyła metalowe pokolenia lat 90tych. Przede wszystkim – młodzi nie mają za dużo respektu w stosunku do metalowej “starszyzny”. Za mojej metalowej młodości był szacunek, a teraz non stop młodziaki patrzą na starszych spod byka. Może należy im się parę klapsów?
Chyba się starzeję. Ale cóż, 10 lat metalowania robi swoje ;]
Zamieszczony w: Muzyka, Myśli muzyczne

NIE MARTW SIĘ CHŁOPIE JA MAM 37 LAT OD NAJMŁODSZYCH LAT SŁUCHAM METALU I TRZYMAM SIĘ DOBRZE.TA MUZYKA DODAJE ENERGII.TRZYMAJ SIĘ CIEPŁO I POZDRAWIAM
JESUS (NIE MYLIĆ Z NAZAREŃCZYKIEM)
Hehehe… sposób myślenia normalny;) Ja też z rozrzewnieniem wspominam swoja brać metalowa, człowiek się starzeje i zaczyna sentymentalnie wspominać dawne dzieje. Dzisiejsza młodzież po prostu jest inna, a my, przynajmniej ja, moge sobie spokojnie cytowac Kazika – “A co mnie najbardziej wkurwia u mlodziezy… ze juz do niej nie naleze”. Oni patrza na nas jak na dinozaurów a my zaczynamy, tak jak nasi rodzice kiwac z niezadowoleniem glowa:).
Dla mnie metal sie skończył, przestałem słuchać nowych wydawnictw, bo dla mnie to co jest teraz straciło świeżość kapel lat 80.
Pozdrawiam zajadly fan Napalm Death z okresu “Scum” i “From obliveration to Enslave”;)
a ja mam 15 lat (ta pojebana era techno….) ale dobra………..slycham metalu od 3 roku zycia i JESTEM Z TEGO DUMNY szkoda ze nie zylem w waszych czasach gdzie zadzil metal………. METALLICA 4EVER