Painbastard – Overkill

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu. Niestety – skomplikowały mi się trochę sprawy, trochę rzeczy trzeba było załatwić, pozapinać parę spraw przed powrotem do Polski na ostatni guzik. Do tego pracuję na 12-godzinne nocki – niby tylko 4 dni w tygodniu, ale to wystarcza żeby przez weekend nie mieć ochoty na zbyt wiele. Dobra, kończę się tłumaczyć i przechodzę do rzeczy.

Painbastard. Dlaczego ja o tym zespole nie słyszałem wcześniej? Pozostaje mi tylko żałować. Zacznę od tego że zespół ten wpisuje się gatunkowo w klimat mi nie obcy – jednak nie zawsze ambitny i typowo parkietowy… To znaczy… Parkietowy – zależy dla kogo. 95% społeczeństwa przy tej muzyce wyszłaby z klubu niż zaczęłaby szaleć na parkiecie. Mowa tutaj o harsh/dark electro. Chcąc czy nie chcąc – Painbastard znacznie wyróżnia się wśród zespołów grających w tym nurcie muzyki alternatywnej. Po pierwsze – starają się być ambitni – i im to wychodzi. Po drugie – co wiąże się także z tym pierwszym – ich kawałki to nie tylko łupanki w tempie 130-140 robione na jedno kopyto, jak to się zdarza niektórym przedstawicielom meksykańskiej sceny harsh/aggrotech. Wytłumaczyć to można w jeden prosty sposób – Painbastard pochodzi z kraju który reprezentuje najwyższy moim zdaniem poziom grania muzyki okołoindustrialnej – Niemiec. Mogę być tu trochę nieobiektywny bo uwielbiam język niemiecki i ogólnie niemiecką scenę.

Jak prezentuje się płyta Overkill? Zaczyna się interesująco – od bardzo trance’owego kawałka Eternity, przechodząc w cholernie mocny i posiadający dobitny tekst Nervenkrieg. Dalej jest już tylko i wyłącznie dobrze: dwa mocne ciosy Common Wealth i Todesengel, mroczny System Failed. Niedobitki rozjeżdża czołg o wdzięcznej nazwie The Face Of War. Na uspokojenie nerwów mamy A Short Moment Of Love – harshowa ballada – jeżeli potraficie sobie coś takiego wyobrazić. Następnie dość klasycznie – Final Day. Po tym utworze zaczyna się prawdziwa uczta dla skołatanych narządów słuchowych – Wenn Die Zeit Still Steht. Spokojny utwór z gigantycznym potencjałem. Mimo wolnego tempa i spokojnego charakteru nie obawiałbym się go rzucić na roztańczony parkiet. Następnie mamy kolejny czołg – Innocence. Wolne tempo, napięcie, ciężki przesterowany beat… Potem Victims. Kolejny spokojny kawałek odbiegający od reszty. Dla odmiany 23:55 Uhr to dość klasyczne podejście do gatunku. No i na dobre zakończenie płyty: When All Is Said – coś pomiędzy Eternity a Wenn Die Zeit Still Steht. Bardzo dobre zakończenie płyty.

Dla fanów ciężkiej elektroniki jest to pozycja obowiązkowa. Szczególnie dla fanów takich zespołów jak Suicide Commando czy [:SITD:].

Tracklista:

  1. Eternity
  2. Nervenkrieg
  3. Common Wealth
  4. Todesengel
  5. System Failed
  6. The Face Of War
  7. A Short Moment Of Love
  8. Final Day (v.03/2005)
  9. Wenn Die Zeit Still Steht (v.04./2005)
  10. Innocence
  11. Victims (They’re Dead)
  12. 23:55 Uhr
  13. When All Is Said

Ostateczna ocena: 8,5/10

Dodaj komentarz